fbpx

Nie chcę żyć

  • This topic is empty.
Oglądasz 5 wpisów - 1 z 5 (wszystkich: 5)
  • Autor
    Wpisy
  • #201077
    Magdalena

    Od 8 miesięcy nie miałam momentu w życiu, że powiedziałam : jestem szczęśliwa i kocham życie. Nie. W niektórych momentach zastanawiam się czy świat ucierpiałby na mojej nieobecności. Chłopaka nie mam, bo
    pewnie nie miałabym na niego czasu. Znalazłam sobie pasje, dzięki której myślałam, że naprawie jakoś swoje puste i bezwartościowe życie. Chodzę na warsztaty aktorskie i bardzo lubię to robić, ale gdy wybiegam myślami w przyszłość.. myślę: po co tracić czas na te warsztaty skoro nigdy aktorką nie będę. Zresztą mój tato mówi ze to nie Hollywood, ze nie łatwo o pracę w tej branży… i ma rację, ale ja nie wyobrażam sobie siebie w czymś innym, nie byłabym szczęśliwa! Tyle że… czy widział ktoś
    kiedyś brzydką aktorkę? mam bielactwo. to choroba skóry. Kiedyś myślałam ze uleczalna, bo na rynek wszedł jakiś lek który stosowałam przed długi czas, ale pewnego dnia przeczytałam w internecie, że tylko bielactwo nabyte jest uleczalne, a ja mam wrodzone, bo odziedziczone po mamie. Zalałam się łzami, ostatnia nadzieja prysła. Nie mogę na siebie patrzeć. Nie ma takiej części mojego ciała której bym nie nienawidziła, i to nie tylko przez skórę ale i przez moją figurę. jak na 17-stolatke nie mam
    w ogóle kształtów. Do tego mam trądzik którego nie mogę wyleczyć, bo jestem uczulona na doustne antybiotyki (a dermatolog powiedział, że inne mi nie pomogą). ehh.. Wiadomo, że są dni kiedy jest dobrze i kiedy się śmieje, ale nie ma takiego dnia, żebym nie płakała. I to nie jest zmiana nastrojów jak przy dojrzewaniu, to stały nastrój: pogarda do siebie i mojego życia w którym nic korzystnego się nie dzieje! myślę codziennie nad zmianą szkoły przez którą zarywam noce i nie mam czasu dla siebie,
    ale wiem że żałowałabym bo mam pewność, że ta szkoła dobrze mnie przygotuje do matury. Nie daję sobie rady z samą sobą. Czuję ciągłe kłucie w żołądku, jestem bardzo nerwowa i łatwo wpadam w szał, po czym płacze. Zastanawiam się na pójściem do psychologa, ale wstydzę się powiedzieć o tym mamie, mimo że mam z nią świetne kontakty, ale ona też ma pracę i nie chcę jej zawracać głowy moimi „hormonami”. Mam od jakiegoś czasu wielkiego idola, jest to aktor który jest dla mnie inspiracją. Wspaniała i
    niesamowita jest jego gra. wystąpił w ok. 40 filmach i w każdym zagrał na swój inny i niepowtarzalny sposób. Marze o tym, by go kiedyś spotkać. Ja po prostu wiem że to kiedyś nastąpi. Czuję się dobrze tylko wtedy gdy oglądam któryś z jego filmów, ale gdy film się kończy wracam do szarej rzeczywistości i chce mi się płakać, bo jestem przykuta kajdanami sumienia do biurka bo jutro kolejna kartkówka. proszę chociaż odpowiedzieć, dlaczego ja nie potrafię się cieszyć tym małymi sukcesami? Czy już tak nisko cenie swe życie by nie móc choć przez chwilę podziękować Bogu, że żyje?

    #262700
    greentea

    Czy nie za bardzo siebie krytykujesz? Życie jest bezwartościowe, tylko wtedy kiedy sami na to sobie zapracujemy nie rozwijając się. Może powinnaś jednak odwiedzić psychologa, a już na pewno porozmawiać z rodzicami.

    #262701
    Monika Dreger psycholog

    Ja też tak uważam – najpierw rozmowa z rodzicami, a potem najlepiej wizyta u psychologa. To nie „hormony”, więc warto zawrócić głowę mamie, jak jej nie powiesz, że cierpisz, sama może się nie domyślić. Im szybciej to zrobisz, tym lepiej.

    #262702
    ARWENA

    Proste, ale ważne zdanie na początek: Pomocna będzie wizyta u psychologa. Dobrze zdajesz sobie z tego sprawę, tylko brakuje Ci odwagi. Do niedawna wg większości osób wizyta u psychologa oznaczała, że ma się „coś z głową”. Dopiero w ostatnich latach społeczeństwo uświadomiło sobie, że psycholog to człowiek pomagający ludziom, którzy znaleźli się w okolicznościach, z którymi nie zawsze mogą sobie poradzić. Poprosić o pomoc lub raczej samemu szukać pomocy – to nie wstyd. Myślę, że spokojnie możesz porozmawiać o tym z mamą. Zawsze też możesz poszukać pomocy u pedagoga szkolnego – czasem łatwiej nam porozmawiać z obcą osobą niż z kimś bliskim.
    Widzę, że wiele spraw określasz jako bezwartościowe w Twoim życiu. Jesteś młodą osobą, dopiero rozwijającą się. Na wszystko masz czas. I na chłopaka, i na kształtny wygląd, i na zanik trądziku. Jesteś na etapie, gdzie wszystko się zmienia, dojrzewa i kształtuje. Oczywiste jest także, że szkoła i nauka zajmują nam sporą część dnia. Zastanów się jednak nad takim rozplanowaniem dnia/tygodnia, gdzie będzie czas i na naukę i na przyjemności. Złoty środek to pogodzić jedno i drugie.
    Warsztaty aktorskie – to bardzo dobrze, że masz jakąś pasję. To świetnie, że czemuś chcesz się poświęcić. Dlaczego więc skreślasz już na starcie swoje szanse? Wkleję Ci tu taką złotą myśl, w której jest sporo prawdy: „Nie ma rzeczy niemożliwych. Niektóre mogą się takie wydawać , bo wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na niemożliwe, bo nauka i doświadczenie tak mówią. Zawsze znajdzie się jednak ktoś naiwny, niedouczony albo po prostu źle poinformowany , który nie wie, że coś jest niemożliwe i robi to.”

    #262703
    jenot

    hej wiesz ma podobne kłopoty, też mam 17lat, ale wiem że takie niewiem jak to określić (może taki dół) mija i mozna zwyciężyć, można wyjsć nawet z najgorszego gówna (sorry ale inaczej tego wyrazić nie umiem). Pewnie powinaś iść do psychologa ale jak każdyod czasu do czasu (chętnie poleciła bym to mojemu fizykowi). Teraz w tych czasach nastolatki naprawde mają gówniane życie i każdy radzi sobie z tym inaczej jedni sie tną, inni próbują odtego uciec, wyperswadowac sobie swoje problemy z świadomości a inni poprostu szukają pomocnej ręki.
    Trzymam za ciebie kciuki:-)

Oglądasz 5 wpisów - 1 z 5 (wszystkich: 5)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.