fbpx

Proszę pomóżcie

  • This topic is empty.
Oglądasz 4 wpisy - 1 z 4 (wszystkich: 4)
  • Autor
    Wpisy
  • #201239
    Olga

    Jestem, a może raczej byłam ze swoich partnerem od 10 lat. To była pierwsza miłość. Miałam 13 lat. Teraz mam 23, on 25… Poznaliśmy się w podstawówce. Potem były pierwsze randki i tak się zaczęło. Po czterech latach rozstaliśmy się. A raczej zostawił mnie. Nie potrafiłam się pozbierać. Ciągle płakałam. Pewnego wieczoru zjadłam wszystkie tabletki, jakie znalazłam w domu. Byłam w szpitalu. Nie chciałam żyć. Czułam, że nie mam po co. Nie potrafiłam się cieszyć z niczego. Ale po dwóch latach znów zaczęliśmy się spotykać. Było cudownie. Wróciliśmy do siebie. A ja byłam taka szczesliwa. Skończyłam liceum. Poszłam na studia. Razem mieszkaliśmy. Moja rodzina bardzo go lubiła. Był pomocny, uprzejmy, wrażliwy, szczery i uczciwy. Pracował w firmie, którą prowadził ze swoim ojcem. Ale nie zarabiał tam tyle, ile chciał więc po pewnym czasie zaczął planować wyjazd. Bałam się rozstania, bo wiedziałam, że taki związek na odległość może nie przetrwać. W końcu nadażyła się okazja i wyjechał do Szkocji. Miały to być trzy miesiące ale szybko okazało sie, że jednak będzie to dłuższa rozłąka. Studiowałam więc nie mogłam lecieć z nim, ale odwiedzałam go co miesiąc- dwa. Na wakacje też poleciałam. Pracowałam tam. W między czasie zaręczyliśmy się. Planowaliśmy wspólne życie po jego powrocie do kraju. Ja wróciłam po czterech miesiącach gdyż nie chciałam zostawić studiów. Dzwonił do mnie codziennie po kilka razy. Rozmawialiśmy godzinami. Pisaliśmy do siebie. Tęskniłam, ale wiedziałam już, że ten związek przetrwa. W styczniu tego roku okazało się, że jestem w ciazy. tak bardzo się cieszyłam. On też. Ale niedługo potem poroniłam. I zostałam z tym sama.. On bardzo się odsunął. Nie chciał ze mną rozmawiać. Ja ciągle płakałam i potrzebowałam wsparcia. Potrzebowałam silnego ramienia. Ale nie było go… Mieszkał w tym czasie u rodziców. Potem wyjechał jeszcze na trzy miesiące. Stamtąd zaczął do mnie dzwonić, przepraszać, prosić bym mu wybaczyła, bo nie wie co w niego wstąpiło. Mowił, jak bardzo mnie kocha, płakał przepraszając za to jaki był. Wybaczyłam mu, choć ciągle o tym pamiętałam. Mijały tygodnie. On ciągle zabiegał o to, bym mu wybaczyła, bym dała mu szanse. Dałam. Mówił, że w tym roku chciałby się ze mną pobrać. Czekałam na jego powrót, liczyłam dni. Gdy wrócił już na stałe pod koniec kwietnia, nie miał dla mnie zbyt wiele czasu. Ciągle był zajęty firmą. Widywaliśmy się późnym wieczorem albo wcale. Było mi przykro, byłam smutna, przygnębiona. Samotna. I tak minął maj i czerwiec. Skończyłam szkołę. Obroniłam pracę na piątkę. Powinnam się cieszyć, powinnam mieć plany. Powinnam wybrać kolejną uczelnię, by kontynuować naukę. Ja tym czasem nie mam siły nawet wstać z łóżka. Tydzień temu powiedział mi, że chce być sam. Usiłowałam dowiedzieć się co się stało. Wiem, że nie ma innej dziewczyny. Myślałam, że ma może jakieś problemy. Chciałam porozmawiać, dogadać się jakoś, pójśc na jakiś kompromis. Bo skoro przestało się układać to pewnie można było by temu zapobiec. Gdyby tylko chcial… Ja nadal bardzo go kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Coraz częściej mam samobójcze myśli. Nie widzę swojego życia bez niego. Nie mogę spać. Nic nie jem. Ciągle tylko płaczę. Prosiłam go żebyśmy porozmawiali, jednak on twierdzi, że chce od wszystkiego odpocząc. Pytałam więc czy to tylko na chwilę, czy już w ogóle nie chce ze mną być. Nie odpowiada. Przez dziesięc lat moje życie kręciło się wokól niego. Był najważniejszą osobą. Zawsze mu pomagałam, nigdy się nie odwróciłam gdy potrzebował pomocy. Wszystko podporządkowałam temu związkowi. I zostałam sama. Nie radzę sobie z tym. Nie mam już siły. Wyglądam jak cień tamtej dziewczyny, którą byłam jeszcze niedawno… Jedyne o czym marzę to po prostu zniknąc. Nie chce żyć. Panicznie boję sięsamotności. Nie mam z kim porozmawiać, komu się wypłakać.. Jedyne co ma to wspomnienia, które rozdierają mi serce. Bo wolała bym nie pamiętać o tych cudownych chwilach. Było by mi łatwiej pogodzić się z tym, że odszedł. A ja ciągle o nim myśle. Ciągle czekam w nadziei, że wróci. Ale w głebi serca wiem ze to daremne czekanie. Mam 23 lata i nie chce już życ. Nie potrafię… Chciałabym już wiecej nie płakac. Chciałabym sięuśmiechać. A od lutego towarzyszą mi jedynie łzy. Przeplatane chwilami złudnej radości. Która potem i tak zamienia się w cierpienie. Nie do zniesienia… Błagam niech ktoś mi pomoże

    #263187
    ARWENA

    10 lat – to kawał czasu, to niemal połowa Twojego życia. Możesz nawet nie pamiętać siebie sprzed okresu, gdy jego nie było, możesz nagle zorientować się, że to wokół niego kręcił się cały świat… Dlatego naturalne jest, że ciężko Ci się odnaleźć w zupełnie innej sytuacji. To trudne. I nie zawsze mamy możliwości samodzielnego uporania się z takim problemem, czasem to dla nas zbyt trudne. Myślę, że potrzebujesz pomocy – i to pomocy specjalisty. Poszukaj w sobie siły, przypomnij sobie, że „kochasz też siebie” i pomóż sobie zgłaszając się do psychologa. Powodzenia!

    #263188
    Olga

    Dziękuję za przeczytanie i za radę również bardzo Ci dziękuję. Zawsze choc troche pomaga swiadomosc, ze ktos inny rozumie twoja historie..

    #263189
    yunglee

    moja rada powinnaś wreszcie zacząć myśleć o sobie, całe życie praktycznie układałaś pod swojego chłopaka. Nie możesz wszystkiego poświęcać dla jednego mężczyzny. Jeśli na prawdę Cię kocha powinien on zawalczyć o tę miłość, bo Ty już dużo wycierpiałaś. Na pewno jesteś fantastyczną osobą i nie poddawaj się tak łatwo. Czasami warto żyć dla samej siebie:) POWODZENIA

Oglądasz 4 wpisy - 1 z 4 (wszystkich: 4)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.